Jak mówią jest to dolewanie oliwy do inflacyjnego ognia. Ekonomiści podkreślają, że należy to odbierać przede wszystkim jako element przedwyborczej polityki. Kamil Sobolewski, główny ekonomista Pracodawców RP określił to mianem działania - po „nas choćby potop”. 

Tak mogą to odczuwać również przedsiębiorcy pracodawcy, rząd zapowiadał podwyżki do 3 383 zł oraz 3 450 złotych w lipcu, na to też przygotowywał się biznes, ponieważ kwoty te spełniają ustawowe wymogi płacy minimalnej. 

Pracodawcy zauważają potrzebę podnoszenia wynagrodzeń, jednak jak podreślają podwyżka 20 proc. (w porównaniu podwyżki z lipca 2023 roku do lipca 2022 roku) "jest przesadą". Ich zdaniem to więcej niż dyktują uzasadnione kosztami życia potrzeby, to też więcej niż obiektywna inflacja. Co najważniejsze z ich perspektywy, w tyw wyliczeniu jak mówią, w ogole nie wzięto pod uwagę kosztów samych zatrudniających, tego że wielu już dziś ma ujemną rentowność i decyduje się nie kontynuować działalności. 

Czytaj więcej

Płace nie nadążają za inflacją drugi miesiąc z rzędu. Fatalne nastroje Polaków

To może być jeden z "gwoździ do trumny" wielu firm, które muszą się jednocześnie borykać z wzrostem cen prądu czy gazu, czy przerwanymi łańcuchami dostaw i problemami w produkcji, często też mniejszym zainteresowaniem samych klientów. 

Eksperci wskazują kolejny problem - mimo że podniesienie płacy minimalnej ma pomóc osobom o najniższych dochodach polepszając ich warunki materialne, to niestety może skutkować spadającym zatrudnieniem - to oznacza trwałe wykluczenie dla ludzi o niższych kwalifikacjach czy tych dopiero rozpoczynających swoją karierę zawodową.