Część Białorusinów otrzymała wizy humanitarne, niektórzy wystąpili o ochronę międzynarodową, a kolejni wjechali do naszego kraju na podstawie programu Poland Business Harbour. Teraz o podobne wsparcie zwrócą się obywatele zaatakowanej przez Rosję Ukrainy.

Tomasz Hanczarek, prezes firmy Personnel Service, spodziewa się, że przy eskalującym konflikcie w każdej chwili Ukraińcy mogą ruszyć za granicę. - Nasz kraj będzie dla nich pierwszym wyborem, dlatego powinniśmy zadbać o odpowiednią strategię, która pozwoli nam bezpiecznie przyjąć szukających schronienia. Potrzebujących może być od 1 do nawet 3 mln - wskazuje.

Jego zdaniem należy zadbać o to, żeby przyjeżdżający do nas Ukraińcy i ich rodziny mieli możliwość sprawnego włączenia się do naszego społeczeństwa i znalezienia tutaj pracy. - Zwłaszcza, że nasza gospodarka tego potrzebuje. Realnie nasz rynek pracy jest w stanie w ciągu sześciu miesięcy wchłonąć ok. 0,5 mln pracowników, a kolejne 200 tys. na dalszym etapie. Stąd w sumie 700 tys. osób jest w stanie znaleźć u nas nie tylko schronienie, ale też pracę – podkreśla.

Czytaj więcej

Tarcza zatrzymała pracowników z Ukrainy, ale co dalej?

Hanczarek apeluje przy tym, aby dla osób, które wystąpią o wizę humanitarną czy ochronę międzynarodową, uruchomić szybką ścieżkę załatwienia wszystkich formalności umożliwiających podjęcie zatrudnienia w naszym kraju. - To pozwoli na szybszą adaptację. Tutaj mam też apel do pracodawców, aby zatrudniając uchodźcę zaoferować mu możliwość wypłacenia zaliczki wynagrodzenia po pierwszym przepracowanym tygodniu. Dzięki temu osoby, które do nas przyjadą zabezpieczą swój byt już od samego początku – zaznacza Hanczarek.

Ze zjawiskiem nasilonej migracji z Ukrainy do Polski mamy do czynienia od 2014 r., kiedy doszło do konfliktu w Donbasie. Od tego czasu z roku na roku notowany jest kolejny rekord zatrudnienia Ukraińców w Polsce. Tego trendu nie powstrzymała nawet pandemia. W 2021 r. w urzędach pracy wpisano do ewidencji 1,63 mln oświadczeń o zamiarze powierzenia pracy Ukraińcowi.