Dobra wiadomość dla światowego handlu od globalnych ubezpieczycieli

Większość globalnych ubezpieczycieli eksportu i inwestycji zadeklarowała, że pomimo obaw co do przyszłego roku nie zamierza podejmować gwałtownych ruchów jeśli idzie o limity - mówi Katarzyna Kowalska, wiceprezes zarządu KUKE.

Publikacja: 30.11.2022 00:05

Materiał powstał we współpracy z KUKE

Uczestniczyła pani niedawno w dorocznym zgromadzeniu członków Unii Berneńskiej (red. – Międzynarodowy Związek Ubezpieczycieli Kredytów i Inwestycji), które odbyło się w Kigali w Rwandzie. Ubezpieczyciele stawiają na Afrykę?

Dokładnie tak. Nawet sama Unia Berneńska specjalnie pod to wydarzenie zmieniła swój kształt. Normalnie gdy spotykamy się na naszych corocznych zjazdach rozmawiamy o wielu różnych problemach. Tym bardziej, że na świecie wiele się dzieje, szczególnie w geopolityce. A na tym konkretnym zjeździe w Kigali aż połowę naszych seminariów poświęciliśmy kontynentowi afrykańskiemu, temu jak się rozwija i jak ubezpieczyciele należności i inwestycji mogą się tam bardziej zaangażować i wykorzystać sytuacje, które się tam pojawiają.

Afryka na pewno oferuje wiele szans, ale też działalność tam to różne rodzaje ryzyka dla eksporterów i inwestorów?

Niesamowite w Afryce jest to, że tu odpowiedź „to zależy” bardzo pasuje i chyba zawsze będzie pasowała. Rozmawialiśmy m.in. o wybranych krajach afrykańskich, które wśród ubezpieczycieli i inwestorów są modne, jak np. przez ostatnich 5 lat Ghana, ale też Angola, Tanzania czy nawet Nigeria. Teraz są to już jednak rynki, które zalicza się do tych, które radzą sobie gorzej, choć jeszcze właśnie 5 lat temu były wskazywane przez wszystkich ekonomistów jako te o najlepszym przeznaczeniu dla inwestycji.

W przypadku Nigerii mówimy o największej populacji i rynku…

Tak, za Nigerią przemawia i populacja i to że kraj ma ropę i że jest to wreszcie największa gospodarka w Afryce pod względem PKB. Jednak mimo wszystko gospodarka nigeryjska teraz spowolniła. I jeśli mówimy o inwestycjach, a więc zazwyczaj o okresie co najmniej 5, a w zasadzie 7-12 lat to gdy teraz słyszymy, że po 5 latach kraj ten ma problemy, a wcześnie był polecany i oblegany przez inwestorów to można zacząć się zastanawiać czy działalność ma tam sens i czy się opłaca. Naszym zdaniem i wielu organizacji, z którymi współpracujemy jednak mimo wszystko się opłaca ponieważ na pewno, i nie ma tu żadnych wątpliwości, jest to rynek o największych perspektywach. Może się zdarzyć, że jedna czy dwie inwestycje nie wypalą, ale jako KUKE nie powstaliśmy przecież tylko po to, aby zabezpieczać tylko transakcje ze stuprocentową gwarancją sukcesu. Jeśli więc będziemy tam więcej robić, jeśli nasza obecność będzie bardziej zaznaczona to tym większa jest szansa, że nasi eksporterzy, inwestorzy, firmy z Polski będą miały tam zabezpieczone długoterminowe funkcjonowanie. Jest to rynek, na którym się powinno patrzeć właśnie nie w perspektywie tych 5 lat, ale w perspektywie długoterminowej.

Wspomniała pani o rynkach, które aktualnie radzą sobie gorzej, a które teraz uznawane są za dobrze rokujące?

O ironio wciąż mówi się jednocześnie o tych, o których wspomniałam, ale jest to też Egipt. Jest on wciąż popularny, choć zaczyna być przeładowany. Rynkiem przyszłościowym, na który wszyscy teraz patrzą i delegacje ze wszystkich krajów go odwiedzają jest właśnie niewielka Rwanda (Ruanda). To rynek bardzo mały geograficznie, populacyjnie też nie największy, ale dla samej Afryki i dla inwestorów zagranicznych jest wyznacznikiem standardów, które chce się osiągnąć na kontynencie afrykańskim. Co to znaczy dla firm z Europy? W Rwandzie struktury pod robienie transakcji są lepiej przygotowane. Politycznie i gospodarcze jest to państwo przewidywalne i jest łatwiej powiązać z nim swe inwestycje. Co to z kolei znaczy dla innych krajów afrykańskich? Rwanda ma dosyć wyśrubowane normy różnego rodzaju np. dotyczące produktów spożywczych. I zazwyczaj gdy chce się ruszyć z Rwandy na podbój ościennych krajów to jest to już dużo prostsze, gdyż rządy sąsiednich krajów wiedzą o tych normach i prościej jest im dopuścić do obrotu produkty na ich rynkach.  

Europa znów chce wkroczyć do gry w Afryce? Osłabł tam chyba z kolei impet chińskich działań?

Wpływ chiński w Afryce widać bardzo mocno, szczególnie w kontekście dużych projektów infrastrukturalnych. Większość dróg tam zbudowanych to dzieło chińskich firm. Niewiele dróg zbudowały tam firmy europejskie choć to też zależy, od tego jak zakwalifikujemy firmy tureckie, które rozpychają się teraz na rynkach afrykańskich właśnie w kontekście dużej infrastruktury. Jeśli zaś idzie o Chiny to wiele rządów i firm afrykańskich zdało sobie sprawę, że są zbyt zależne od chińskiego partnera. Dlatego chcą jak najbardziej zdywersyfikować źródła inwestorów czy też firm odpowiadających za duże inwestycje infrastrukturalne. Z drugiej strony produkt „Made in Europe” (i tu już nieważne, który kraj wskażemy) jest dla Afrykanów synonimem dużo wyższej jakości. I już teraz, choć nie wszyscy równomiernie, bo każdy kraj jest na innym etapie rozwoju, dochodzą do takiego punktu w tym rozwoju, że coraz bardziej chcą stawiać właśnie na jakość.

A jak Polska może zwiększyć swe zaangażowanie eksportowe i kapitałowe w Afryce?

Z naszej perspektywy, na tyle na ile udało się nam rozeznać, mamy spore szanse. Naszą działalność trzeba by podzielić na typowo eksportową i tu, uważam mamy bardzo duże szanse, w szczególności jeśli chodzi o żywność, bo w jej zakresie występują bardzo duże braki po stronie Afryki. Oczywiście wyzwaniem jest transport i chłodnie. Tam naprawdę relatywnie niewielkie inwestycje rzędu 2-3 mln euro, które pozwoliłyby na miejscu albo uruchomić produkcję albo stworzyć sieć chłodni i dowozić produkty, już spowodowałyby duży rozwój lokalnego rynku. Afrykanie tego naprawdę bardzo potrzebują. Z drugiej strony umożliwiłoby to naszym firmom właśnie długoterminową obecność na danym rynku. Wybrane polskie produkty są tam już znane i lubiane więc to dobry kierunek. Zacznijmy od małych kroków. Nie każda inwestycji musi być warta dziesiątki czy setki milionów euro. Nawet mniejszy projekt mocno poprawia jakość życia lokalnej ludności, a z drugiej pozwala polskim firmom na delikatne rozpychanie się na danym rynku i zaznaczenie obecności na kontynencie.

Druga „noga” to działalność inwestycyjna. W tym przypadku wiedząc, że działalność na rynkach afrykańskich jest obarczona wysokim ryzykiem politycznym zachęcamy polskie firmy do wchodzenia do konsorcjów lub jako podwykonawcy głównych wykonawców, choćby tureckich. Turcy są tam bardzo aktywni. Zdobywają wiele ciekawych kontraktów. Współuczestnicząc w nich nasze firmy mogłyby zdobywać wiedzę i doświadczenie, a następnie je wykorzystywać, aby kolejne kontrakty realizować już samodzielnie.

To co dla mnie osobiście było niespodzianką to fakt, że wiele wpływowych osób w Afryce kształciło się w Polsce. Mają więc sentyment do naszego kraju. Przykładowo minister finansów Rwandy przez 13 lat mieszkał i edukował się w Polsce. U nas się doktoryzował. Podobni jest z decydentami w Ghanie czy Nigerii. Dla tych osób Polska nie jest anonimowa. Warto to wykorzystać.

Nasze firmy garną się do takiej współpracy?

Raczej zachowują zasadę ograniczonego zaufania. Staramy się jednak wzbudzić to zaufanie swą własną marką – KUKE ponieważ my uczestniczymy w tych kontraktach z generalnymi wykonawcami. Zabezpieczamy je. Aktualnie nawet do 100 proc. ryzyka kredytowego i politycznego. Dodatkowo te wszystkie transakcje tak naprawdę są finansowane przez banki europejskie. W efekcie ryzyko braku zapłaty jest ograniczone do zera. Mamy nadzieję, że oferując taki instrument zachęcimy o wiele więcej polskich firm. Zapraszamy do zgłaszania swojego akcesu przez naszą stronę internetową. Kiedy przychodzi do nas generalny wykonawca przekazujemy mu listę firm z Polski i on wybiera te, z którymi chce współpracować. To może być pierwszy krok. Nie jest on łatwy. Szczerze przyznam, że myśleliśmy w KUKE, że będzie łatwiejszy, ale mamy nadzieję, że długoterminowo uda się nam pokonać obawy rodzimych przedsiębiorców. Wiele naszych firm też czeka pilnując swych zasobów, bo chce się zaangażować w odbudowę Ukrainy. To chyba najczęstsza odpowiedź, którą otrzymujemy. Przedsiębiorcy wskazują, że nie mogą sobie pozwolić na zaangażowanie na dłużej większych zasobów ponieważ czekają i wierzą w to, że już niedługo będą mogli się zaangażować w 100 proc. w projekty na Ukrainie.

Podczas zgromadzenia członków Unii Berneńskiej wybrano panią na przewodniczącą komitetu ds. ubezpieczeń krótkoterminowych. Jakie globalne trendy panują w ubezpieczeniach należności w kredycie kupieckim?

To jest bardzo ciekawe, bo one się bardzo mocno zmieniają. Unia Berneńska zrzesza nie tylko tzw. agencje wsparcia eksportu jaką jest KUKE, ale również instytucje komercyjne, które działają na własny rachunek. Przed wybuchem pandemii COVID-19 w Europie mówiło się, że agencje wsparcia eksportu nie są już potrzebne ponieważ rynek komercyjny jest w stanie samodzielnie ubezpieczać obrót krótkoterminowy. A agencje są potrzebne wyłącznie w działaniach powyżej dwóch lat. Jednak pandemia, wybuch wojny na Ukrainie i aktualne zmiany geopolityczne spowodowały zrozumienie, chyba już po stronie wszystkich uczestników rynku, łącznie z komercyjnymi, że agencje wsparcia eksportu są nadal potrzebne i będą potrzebne w długim terminie. To co mi się teraz podoba to zacieśnianie współpracy pomiędzy agencjami wsparcia eksportu i podmiotami komercyjnymi. To jest bardzo potrzebne. Pomimo że czasami oferujemy ten sam produkt to nie wymienialiśmy się doświadczeniami i nie tworzyliśmy wartości dodanej. Teraz, w czym upatruję też swojej roli jako przewodnicząca komitetu ds. ubezpieczeń krótkoterminowych, jest moment, aby wykorzystać te dobre strony agencji wsparcia eksportu i firm komercyjnych i spotęgować współpracę między nimi.

Unia Berneńska podczas zgromadzenia w Kigali zaprezentowała też raport nt. ubezpieczeń w handlu zagranicznym za I półrocze br. Czego się można z niego dowiedzieć i czego się spodziewać w najbliższej przyszłości w globalnym handlu?

W br. już nie spodziewamy się dużych zmian. Wszyscy ubezpieczyciele należności notują bardzo duży wzrost ubezpieczonych obrotów. Nie mniej jednak wszyscy są świadomi, że nie wynika to z jakiegoś dodatkowego, niespodziewanego dopływu nowych klientów czy nowego obrotu. Jest to spowodowane wysokimi wzrostami cen i inflacją, która jest problemem nie tylko w Polsce, ale i w innych krajach. Nasze przychody w br. są zabezpieczone i nikt się o nie już nie martwi ponieważ szkód jeszcze nie widzimy. Jeśli idzie o obrót krótkoterminowy szkód jest relatywnie niedużo. Jest bardzo niska szkodowość nie tylko w Polsce, ale i na całym świecie. Natomiast wszyscy bacznie obserwują i obawiają się kolejnego roku. W 2023 r. wszyscy spodziewają się wzrostu szkodowości. Jednak to co cieszy to fakt, że w specjalnej ankiecie większość ubezpieczycieli zadeklarowała, że pomimo obaw co do przyszłego roku nie zamierza podejmować gwałtownych ruchów jeśli idzie o limity. To bardzo dobre dla handlu, bo wszelkie gwałtowne ruchy spowodowane obawą przed niepewnym mogą znacznie handel ograniczyć i spowodować odpłynięcie dosyć dużego finansowania krótkoterminowego. Na dziś takie ruchy nie są planowane i to jest bardzo dobra wiadomość.

Materiał powstał we współpracy z KUKE

Materiał powstał we współpracy z KUKE

Uczestniczyła pani niedawno w dorocznym zgromadzeniu członków Unii Berneńskiej (red. – Międzynarodowy Związek Ubezpieczycieli Kredytów i Inwestycji), które odbyło się w Kigali w Rwandzie. Ubezpieczyciele stawiają na Afrykę?

Pozostało 98% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Wsparcie Ekspansji
Poznań też z biurem regionalnym PAIH
Wsparcie Ekspansji
Jak odzyskać należności od brytyjskich kontrahentów?
Wsparcie Ekspansji
Nowe ryzyka w handlu z Ukrainą można zabezpieczyć
Wsparcie Ekspansji
Już tuzin biur PAIH w regionach. Dwunaste powstało w Rzeszowie
Wsparcie Ekspansji
PAIH otworzyła kolejne biuro regionalne, tym razem w Lublinie