Nikt nie podpisze w UE umowy o wolnym handlu z Chinami

Fotorzepa, Robert Gardziński

Chińczycy są bardziej zainteresowani ekspansją gospodarczą przez eksport niż importem żywności czy czegokolwiek innego – mówi Andrzej Gantner, sekretarz generalny Polskiej Federacji Producentów Żywności.

W jaki sposób susza wpływa na producentów żywności?

Susza ma negatywne skutki dla całego łańcucha produkcji żywności. Mamy niestabilne dostawy i skokowe podwyżki cen, które zazwyczaj i tak nie są w stanie pokryć strat, jakie ponoszą rolnicy i ogrodnicy. Straty w plonach zbóż, które są krwiobiegiem gospodarki żywnościowej, oznaczają większe ceny pasz i mąki. Długotrwała susza to również niebezpieczeństwo ograniczeń w dostawie prądu, a nawet nakaz wyłączenia zakładów, jak to miało miejsce kilka lat temu.

Czy żywność podrożeje?

Jeśli susza przybierze rozmiary większe niż lokalne, obejmie znaczące obszary produkcji zbóż, rzepaku, zarówno w Polsce, jak i w innych krajach UE i krajów trzecich, to będziemy mieli poważny problem. Tak było w 2008 r., gdy ceny zboża skoczyły o 100 proc. w ciągu tygodnia. Wtedy w Polsce nie było suszy, była nawet poza Europą, jednak okazało się, że nasze rezerwy zboża wyeksportowano. To spowodowało duży skokowy wzrost cen żywności.

Jaki wpływ mają sieci handlowe? Czy zdarza się, że w wyniku suszy producenci dopłacają do realizowanych kontraktów?

Zdarza się. Dosyć często. Z jednej strony mamy presję na ceny ze strony rolników, z drugiej – presję ze strony handlu, który chciałby kupić jak najtaniej. Niestety, to tak nie działa, że gdy cena surowca rolnego, np. zboża, gwałtownie rośnie, to producent podnosi cenę produktu, a sieć sklepów mówi: proszę bardzo. Tak się nie dzieje, a negocjowanie zmian cenników jest bardzo trudne i długotrwałe. Kiedy występują zawirowania, jak susza, to producent zawsze traci, bo rolnikom trzeba zapłacić nową, wyższą cenę, a zrównoważenie tego nową ceną jest praktycznie niemożliwe. Przetwórcy są między klasycznym młotem a kowadłem.

Jakie wsparcie państwa byłoby potrzebne?

Największe potrzebne zmiany systemowe to stabilizacja kosztów produkcji i cen surowców rolnych. Nikt jeszcze nie wymyślił, jak zrobić to w 100 proc. skutecznie. Jednak istnieją mechanizmy rynkowe, które pozwalają przynajmniej częściowo zmniejszać ryzyko. Są to np. giełdy surowców rolnych oferujące kontrakty tzw. future, czyli z gwarancją ceny i dostawy w określonym czasie. Takie giełdy funkcjonują praktycznie na wszystkich rozwiniętych rynkach rolnych. Niestety, u nas dopiero taka giełda jest tworzona.

Polski Holding Spożywczy miał według deklaracji ministra rolnictwa wejść w maju na rynek. On ma być w stanie prowadzić skupy i dokonywać interwencji na rynku.

Ten pomysł nie jest nowy, zaczął być realizowany za poprzedniego rządu. Elewar, Polski Cukier i spółki dołączone do Polskiego Cukru. Świetnie, że Holding będzie dokonywał interwencyjnych skupów, pytanie brzmi, czy będzie dokonywał również interwencyjnej sprzedaży. Chodzi o to, by ustabilizować rynek tak, by ani spadki cen, ani ich zwyżki nie były zbyt duże, bo takie sytuacje są szkodliwe dla rynku. Tu mamy dwie strony, przy wysokich cenach cierpią konsumenci, a przedsiębiorcy ponoszą straty. Przy zbyt niskich cenach straty ponoszą rolnicy.

Jak nasz eksport żywności poradzi sobie z brexitem?

Nie przeniesiemy tak łatwo żywności wartej 3 mld euro z jednego rynku na inny. Chyba że do Chin. Oni są w stanie kupić wszystko, co produkujemy w Polsce.

A są tym zainteresowani?

Chiny kupują, gdy mają niedobory, i przestają kupować, gdy już niedoborów nie mają. Nie jest to stabilny rynek. Chińczycy są bardziej zainteresowani ekspansją gospodarczą przez eksport niż importem żywności czy czegokolwiek innego. Wartość deficytu Polski w handlu z Chinami to ok. 11 mld euro. To o miliard więcej niż całe nasze dodatnie saldo handlowe w żywności. Rynek chiński jest również bardzo czułym rynkiem pod kątem politycznym. Dyplomacja odgrywa tutaj kluczową rolę. Już Rosja pokazała nam, jak trudne i ryzykowne są rynki tego typu. Putin wprowadził embargo i uderzył w czuły punkt, czyli rolnictwo, żeby wprowadzić napięcia w UE, również politycznie. Wprowadził ogromne zamieszanie, a Rosja od tego czasu bardzo sukcesywnie odbudowuje produkcję żywności. Polscy sadownicy, i nie tylko, padli ofiarą wielkiej polityki i gry interesów, w której Polska poniosła same straty. Czy taki scenariusz możliwy jest na rynku chińskim? Niestety, tak. Jeszcze kilka miesięcy temu wojna handlowa pomiędzy USA a Chinami wisiała na włosku, a wszelkie analizy pokazywały, że rykoszetem mogła dostać też polska gospodarka. Warto o tym pamiętać.

Chiny inwestują teraz w produkcję drobiu. Mają systemowy program produkcji drobiu. Czy to może zagrozić rynkowi europejskiemu?

Przede wszystkim nikt nie podpisze umowy o wolnym handlu z Chinami, to byłby chyba koniec UE. Przynajmniej gospodarczy. Nie mamy co się obawiać, że chińskie kurczaki nagle zaczną trafiać na polski rynek w dużych ilościach. Jeśli Chiny wyprodukują nadwyżkę kurczaków, to nie sądzę, żeby ją lokowali w UE. Raczej na rynkach krajów trzecich, o które my też walczymy, na przykład w krajach afrykańskich. Większy problem będzie, jeśli Chiny przestaną kupować w Europie i nie będą walczyć o UE, bo w ich skali to jest właściwie mały rynek.

W jaki sposób przemysł spożywczy chce się przygotować do ograniczania plastiku? O ile jeszcze szklane butelki z trudem, ale można oddać w sklepie, o tyle z opakowaniami plastikowymi jest duży problem.

W historii ludzkości było już wiele rozwiązań, których używano, a potem okazywało się, że to szkodzi ludziom czy środowisku i zastępowano to nowymi rozwiązaniami, czasami jeszcze gorszymi dla środowiska. W starożytnym Rzymie używano ołowianych rur do doprowadzania wody, były użyteczne, zapewniały dostęp do bieżącej wody i wysoki jak na tamte czasy poziom higieny, okazało się jednak, że ołowiane rury stanowczo nie są dobre dla zdrowia. Teraz większość rur jest plastikowa, substancje używane do ich uszczelniania budzą duże obawy. Pić i myć się musimy, ale wiemy, że nadmierna ilość plastiku jest szkodliwa dla środowiska. Pytanie, czym je zastąpić.

Niedługo będzie 9 miliardów ludzi. Potrzebujemy ogromnych ilości żywności, która musi być w coś opakowana, bezpieczna dla człowieka i nie psuć się zbyt szybko, żeby jej nie marnować.

CV

Andrzej Gantner jest dyrektorem generalnym Polskiej Federacji Producentów Żywności. Reprezentuje federację w największej europejskiej organizacji przemysłu żywnościowego Food Drink Europe. Od ponad 20 lat związany z gospodarką żywnościową w zakresie zarządzania, marketingu, public relations, społecznej odpowiedzialności biznesu. Autor licznych publikacji i analiz.

Mogą Ci się również spodobać

Zwrot w kierunku cyfrowym

14 sierpnia 2019 r. ruszył nabór wniosków w nowym konkursie organizowanym przez Ministerstwo Przedsiębiorczości ...

Fintechy stają się MIP-ami

KNF wydaje coraz więcej licencji na działanie tzw. małej instytucji płatniczej (MIP). Do końca ...

Coraz więcej polskich firm chce sprzedawać we Francji

Nad Sekwanę eksportujemy coraz więcej. To w dużej mierze zasługa małych i średnich firm, ...

Księgowa przypomina przedsiębiorcom o zmianach w podatkach

Paragony tylko z NIP, przelewy tylko na zgłoszone rachunki bankowe i split payment. Na ...

O tytuł „Pracodawca Jutra” ubiega się niemal 60 przedsiębiorstw

Finał V edycji konkursu „Pracodawca Jutra” odbędzie się już 2 października br. w toruńskim ...

Biznes otwiera się na osoby niepełnosprawne

Szukając rezerw kadrowych, pracodawcy, w tym duże znane firmy, coraz częściej sięgają po kandydatów ...