Kilka miesięcy temu dołączył pan do zarządu PAIH. Podobno ma pan zintensyfikować współpracę z sektorem MŚP?

Do zarządu Agencji dołączyłem pod koniec grudnia 2021 r. PAIH ma w swej misji wspieranie małych i średnich firm. Jest to zapisane w statucie, ale też w ustawie o promocji polskiej gospodarki. Zdecydowanie więc stawiamy na małe i średnie przedsiębiorstwa. Firmy duże, w ekstremalnej sytuacji, mogą nawet nam pomagać, bo mają mocną pozycję, środki finansowe i zasoby kadrowe. Natomiast sektor MŚP niewątpliwie powinien być wspierany. Ta pomoc ze strony PAIH oczywiście jest, ale może być jeszcze lepsza, bardziej efektywna.

 Jak wygląda finansowa strona takiego wsparcia MŚP?

Na świecie są różne formuły funkcjonowania takiego wsparcia. Wsparcie w ramach PAIH jest realizowane jako działanie statutowe i ta pomoc jest całkowicie bezpłatna. PAIH otrzymuje w tym celu dotację. Także wsparcie oferowane w ramach programów europejskich jest bezpłatne. Wszystkie środki realizowane w ramach powierzenia grantu nie mają opłat ani wymogu wkładu własnego. Zresztą na dziś sytuacja z punktu widzenia prawa jest taka, że za świadczenie usług finansowanych ze środków publicznych nie można pobierać wynagrodzenia. Jest to działanie pomocowe państwa płynące przez naszą organizację. To oczywiście rozwiązanie dobre, ale też obserwując sytuację jestem zdania, że byłoby dobrze, aby nasi przedsiębiorcy partycypowali minimalnie w niektórych kosztach projektów – choćby na zasadzie wkładu własnego. Dlatego, że jak się ma udział w koszcie to po prostu się projekt bardziej ceni. To ogólna zasada.

A czy chęć mocniejszego wsparcia sektora MŚP ma związek ze skutkami pandemii i wojny na Ukrainie?

Wyzwanie to zostało zidentyfikowane zdecydowanie wcześniej, stąd moja rola. Generalnie PAIH powinna wspierać MŚP w różnych obszarach, ale głównie w zakresie eksportu i inwestycji. Wydaje się, że mali i średni przedsiębiorcy dojrzeli już do tego, aby inwestować za granicą. Pozycja polskiego przedsiębiorcy bardzo się zmieniła od strony finansowej, ale przede wszystkim wiedzy, umiejętności technicznych i technologicznych, możliwości konkurowania na innych rynkach. Po pandemii i na skutek konfliktu na Ukrainie pojawiają się pewne możliwości w zakresie aktywizacji polskich przedsiębiorstw w obszarze łączenia tych naderwanych łańcuchów dostaw i produkcji w różnych częściach świata. Chcemy te możliwości efektywniej wykorzystać.

Od 2018 r. Agencja prowadzi projekt Polskie Mosty Technologiczne (PMT) kierowany do MŚP. Jak ocenia pan jego dotychczasową realizację?

To projekt służący właśnie małym i średnim firmom. Wspieramy je w eksporcie i inwestycjach w różnych częściach świata takich jak: Afryka, Ameryka Płn., Biski Wschód. Azja i Europa. Projekt kończy się w 2023 r. i jako unijny musi być wtedy całkowicie rozliczony, a w okresie pandemii pewne działania, w szczególności wyjazdy na targi i wystawy, były mocno utrudnione. Musimy teraz zintensyfikować realizację projektów firm, aby zdążyć w terminie.

Ile będzie jeszcze naborów projektów firm?

Zamknęliśmy właśnie ostatni nabór. Dotyczy on USA. Zgłosiło się prawie 200 firm, a planujemy, że skorzysta od 60 do 90 firm. Projekt składa się z trzech elementów. Przedsiębiorcy zgłaszają się na proponowane rynki na których jesteśmy w stanie ich kompleksowo wesprzeć. Następnie przeprowadzamy ocenę formalną i merytoryczną. Bardzo ważne jest to, żeby zrozumieć, że dobre chęci i zapał nie wystarczą. Zewnętrzni eksperci oceniają potencjał eksportowy. Przykładowo jeśli przedsiębiorca ma słabą sytuację finansową lub nie ma fizycznej możliwości realizacji zwiększonej produkcji lub zespół nie zna obcych języków, to należy uznać, że nie ma odpowiednich zasobów i dać szansę innym lepiej przygotowanym. Drugi etap ma charakter edukacyjny. To trzy dni intensywnych warsztatów, podczas których przedsiębiorcy uczą się tworzyć strategię eksportową i sposobu prowadzenia biznesu w danym kraju czy po prostu poznają etykietę biznesową i ćwiczą zachowania negocjacyjne. Chodzi oczywiście o strategię wejścia na dany rynek, którą potem weryfikują eksperci. Beneficjenci nie ponoszą żadnych kosztów związanych ze szkoleniami. Trzeci etap to wdrożenie, a więc działania realizacyjne na poszczególnych rynkach związane z wdrożeniem strategii promocyjnej, marketingowej czy inwestycyjnej. Wiąże się to bardzo często z pobytem w kraju, w którym realizowana jest strategia. Każdy beneficjent otrzymuje 120 tys. zł. To środki na wydatki kwalifikowane, które nie obejmują jednak kosztów przelotu i zakwaterowania. Te są wkładem własnym przedsiębiorcy. Natomiast w zakres wydatków kwalifikowanych wchodzą koszty związane z prezentacją produktów, ofert, wsparcie prawne, marketingowe, udział w targach i wystawach. Zakres kosztów kwalifikowanych jest naprawdę szeroki. Oczekujemy sukcesu w ekspansji. Najlepiej kontraktu. Weryfikacja rezultatów projektu trwa 5 lat.

Czytaj więcej

Nowe narzędzie dla przedsiębiorców – baza targów, wystaw i wydarzeń branżowych

Dotychczas w trzynastu naborach uczestniczyło już 650 firm. Są więc już może pierwsze kontrakty będące rezultatem realizacji Polskich Mostów Technologicznych?

Projekt wciąż trwa, a celem jest wsparcie prawie 1000 przedsiębiorstw, więc dużo pracy przed nami. Czas trwania projektu dla jednego przedsiębiorcy to prawie dwa lata, a na efekty trzeba też zaczekać. Niestety z efektywnością nie jest najlepiej, ale też nie dysponujemy pełną statystyką. Po części te informacje to także tajemnica handlowa firm. Przedsiębiorcy nie bardzo chcą się też chwalić sukcesami. Ostatnio dochodziło też niestety do sytuacji, że przedsiębiorcy nie bardzo mogli uczestniczyć w ostatnim etapie, a więc realizacji strategii na danym rynku. Był to skutek trwania pandemii. Do części krajów nie można było po prostu wyjeżdżać. Udział w targach i wystawach był, delikatnie mówiąc, ograniczony, ale ten sam problem dotyczył spotkań z kontrahentami. To oczywiście problem i dla firm i dla nas, bo każdy projekt ma swe ramy czasowe. Naciskamy teraz na firmy, aby realizowały projekty zgodnie z harmonogramami.

Obecny nabór dotyczy USA, ale tego rynku dotyczyły też już 3 wcześniejsze nabory. Rynek amerykański cieszy się niezmiennie dużym powodzeniem?

Nie tylko on, bo także kraje takie jak ZEA, choć w tym przypadku w dużej mierze było to spowodowane trwającym przez 6 miesięcy Expo, ale też Chiny, Singapur, Japonia oraz Kanada i Meksyk. Wszystkie te rynki wybrano na starcie PMT jako perspektywiczne. A czas pokazał, że na rynek amerykański było najwięcej chętnych, którzy chcieli spróbować tam sił.

Przedstawiciele, których branż najbardziej interesowali się rynkiem amerykańskim?

Dwie branży szczególnie zainteresowane USA to IT i kosmetyki. W IT jesteśmy generalnie mocni. Natomiast jeśli idzie o kosmetyki to wbrew pozorom też jesteśmy bardzo mocni. Chemia przemysłowa i chemia spożywcza to kolejne dwie najmocniejsze branże eksportowe.

Kosmetyki to jedna z naszych specjalności eksportowych.

Dokładnie, ale to o tyle interesujące, że na części światowych rynków wypełniamy ważną lukę. Nie jesteśmy czołowym producentem najbardziej rozpoznawalnych i luksusowych kosmetyków, ale bardzo pożądanym dostawcą w klasie średniej. Jakościowo nasze produkty odpowiadają potrzebom i gustom klientów, a cenowo to oferta znacznie korzystniejsza niż nazwijmy to poziom pierwszy. Polscy przedsiębiorcy bardzo udanie wykorzystują to na wielu rynkach, nie tylko w USA. Co ciekawe na polskie kosmetyki otwiera się Afryka. Zainteresowanie polskimi wyrobami szybko tam rośnie. Szczególnie chodzi o kosmetyki chroniące twarz. Również w Azji nasze kosmetyki się dobrze sprzedają.

Wystarczy przypomnieć Koreę Płd., ale Afryką mnie pan trochę zdziwił.

Afryką w ogóle interesujemy się mocno i do niej zachęcamy, czego wyrazem była organizacja Polsko-Afrykańskiego Forum Gospodarczego w Dubaju podczas trwania Expo. Z kolei w ramach PMT mieliśmy nabór dotyczący Senegalu.

A które branże interesują się Azją?

Też IT i kosmetyki, ale również energetyka odnawialna, motoryzacja czy meblarstwo.

Czytaj więcej

PAIH pomaga ukraińskim przedsiębiorcom prowadzić biznes

Mówimy o dwóch największych kontynentach, a nie wspominamy o eksporcie polskiej żywności?

Rzeczywiście nie wspomnieliśmy o niej, a jest ona bardzo ceniona na świecie. Jesteśmy potęgą w produkcji i eksporcie, choćby mięsa drobiowego i wołowego. Tutaj jednak mówimy głównie o firmach dużych, a nie tych z sektora MŚP. W przypadku kosmetyków część firm jest relatywnie mała. A przy żywności to już firmy duże, choć w przypadku produkcji maszyn i urządzeń rolniczych mamy już bardzo sprawny średni biznes, który eksportuje w różne części świata zaopatrując kontrahentów w zależności od potrzeb także w odpowiednią automatykę.

Nie mówiliśmy też o sektorze jachtowym, a w produkcji jachtów jesteśmy potęgą.

To też raczej nisza.

Nisza, ale luksusowa, prestiżowa. To bardzo drogie produkty. Marże są wysokie. Inna ważna dla nas nisza, o której się bardzo dużo ostatnio mówi to przemysł kosmiczny. Jak się patrzy nań powierzchownie to wydaje się to być abstrakcją, ale prawda jest taka, że polskie przedsiębiorstwa mają istotny udział w części produkcji kosmicznej. Są firmy, które dostarczają tylko podzespoły, ale wejście w obszar nowych technologii to wzrost efektywności, uczenie się pewnych rzeczy. Na pewno element innowacyjności jest nie do przecenienia. Wiedza jest potrzebna, aby nasz sektor MŚP mógł się rozwijać.

Wracając do Polskich Mostów Technologicznych, czy podobny instrument dotacyjno-doradczy znajdzie się w nowym okresie programowania na lata 2021-2027?

Absolutnie tak. Te doświadczenia, które już zebraliśmy są bazą wejścia w nowe przedsięwzięcie. Wszystko wskazuje na to, że taki mechanizm znajdzie się w nowym programie dla firm, czyli  Programie Fundusze Europejskie dla Nowoczesnej Gospodarki 2021-2027, a jego operatorem zostanie PAIH. Skorzystamy z 6 lat doświadczeń. Będziemy chcieli wprowadzić nowe elementy, które przełożą się na efektywność dotowanych projektów firm, a finalnie na wzrost polskiego eksportu.

W jego wzroście nie pomaga wojna na Ukrainie. Pomagacie firmom wracającym do Polski?

Pomagamy rodzimym firmom w zakresie relokowania biznesu do Polski. Chodzi o przedsiębiorstwa, które z powodu wojny na Ukrainie i restrykcji wracają do kraju. PAIH wciąż ma biura w Rosji, na Białorusi i na Ukrainie, ale w zasadzie ich personel jest zredukowany, a praca odbywa się zdalnie. Pomagamy więc firmom polskim, ale też i ukraińskim, które chcą z kolei relokować się do Polski uciekając przed wojną. Czasami jest tak, że ich pracownicy już się tu znaleźli. Trzecia grupa przedsiębiorstw to firmy międzynarodowe, które też na skutek wojny chcą się relokować z Ukrainy. Jednym z takich obszarów biznesu jest sektor IT. Sporo takich firm, nawet dużych, zatrudniających ponad 7 tys. pracowników, chce trafić do Polski.

I jak im pomagacie?

Po pierwsze, przekazujemy informacje o możliwościach prawno-finansowych dostępnych w naszym kraju. Prezentujemy też miejsca w formule wolnych stref ekonomicznych, w których są szczególnie korzystne warunki prowadzenia biznesu. Staramy się zachęcać te firmy, aby w krótkim czasie przeniosły się poza Warszawę. W stolicy jest duże skupienie firm w ogóle i tych wracających też. Częściowo się to udaje, ale sektor IT przoduje jeśli idzie o firmy ukraińskie. Ważne jest to, że stworzyliśmy biuro coworkingowe w naszej poprzedniej siedzibie na ul. Bagatela w Warszawie. To 550 m2 powierzchni biurowej z wyposażeniem m.in. w postaci biurek i komputerów. Osoby, które znalazły się w Polsce i chcą pracować zdalnie mają dzięki temu taką możliwość przez 3 miesiące. Jest już kilka podmiotów, które skorzystały z tej możliwości. Wydzierżawiliśmy również powierzchnię dla ukraińskiej agencji rządowej wspierającej małe i średnie przedsiębiorstwa – DIA. Agencja ta przenosi się do Polski i tu chce wspierać ukraińskich przedsiębiorców, którzy znaleźli się w Polsce. To istotna pomoc, bo ci przedsiębiorcy, którzy musieli się do nas przenieść mogą pracować zdalnie. Mamy też dla nich pewne oferty. Współpracujemy też z bankami i prezentujemy np. możliwość szybkiego otwarcia rachunku bankowego. Przekazujemy im też ofertę dotyczącą prowadzenie biznesu poza Warszawą, w innych atrakcyjnych miejscach.

Czytaj więcej

Expo w Dubaju za Polską. Expo w Osace przed Polską

Wspomniał pan o waszych biurach na Wschodzie, a co pan sądzi o fakcie, że podczas reformy PAIH pracownikom zagranicznych biur Agencji odebrano status dyplomaty? Wciąż wielu z nich i ekspertów uważa to za błąd.

Różnie to wygląda w różnych częściach świata. W Europie nie jest to konieczne, bo biznes jest zwykle wyizolowany ze sfery publicznej.

Czasami nawet nie chce być z nią łączony…

Tak, czasami nawet nie chce, bo to nie sprzyja relacjom. Natomiast rzeczywiście jak spojrzymy na Afrykę, Azję, Amerykę Południową to tam status dyplomatyczny już się przydaje. Czasami jego brak wręcz eliminuje osobę z rozmów. W takich przypadkach jednak ambasady, MSZ mogą zapraszać na spotkania i używać pewnych narzędzi, które umożliwią, aby ten status mógł być wykorzystany. Może to być zwykłe wpisanie na listę na konkretnym spotkaniu. Jednak jeśli zastanawiamy się nad przywracaniem tego statusu to geograficznie wygląda to bardzo różnie. Różne są też podejścia agencji będących odpowiednikami PAIH na świecie. Są agencje/firmy, które radzą sobie bez tego statusu, ale są też i takie, które w pełni korzystają ze statusu dyplomatycznego. Niewątpliwie niezbędna jest bliska współpraca naszych biur z placówkami konsularnymi. I w tym zakresie bardzo dużo się zmieniło w ostatnim czasie. Mamy teraz podpisaną umowę pomiędzy PAIH a MSZ i współpraca jest realizowana. Ważna jest codzienna, bieżąca współpraca pomiędzy kierownikami naszych biur, a ambasadorami i ich pracownikami. To może zastąpić status dyplomatyczny.

A osobiście to co pan uważa w tej kwestii?

To nie jest podstawowy problem w PAIH. Wydaje się, że warto się nad tym zastanowić i w dalszej perspektywie wprowadzić zmiany, ale to nie jest sprawa najważniejsza. Wydaje mi się, że efektywna praca naszych biur jest ważniejsza od statusu dyplomatycznego.

Co do samych biur to jeszcze niedawno ich siatka rosła, a teraz ich liczba spada?

Aktualnie mamy ponad 70 biur. Pytanie - ile ich powinno być? Czy biuro PAIH powinno być w każdym kraju? Pytanie też o obsadę biur – ile osób powinno w nich pracować? Na pewno można sobie wyobrazić, że niekoniecznie musimy mieć placówkę w każdym kraju. Jako kraj nie mamy zasobów to intensywnej obecności w każdym kraju jak mają niektóre państwa. Musimy wybrać co jest dla nas najważniejsze i optymalizować działania. Pracujemy nad ogólną poprawą sytuacji, ale to czasochłonny i kosztowny proces. Biuro można relatywnie szybko otworzyć, relacje buduje się latami.

Można też sobie wyobrazić, że w krajach takich jak np. Chiny czy Indie jedno biuro to zdecydowanie za mało.

Tak. Opinie są nawet takie, że jedno biuro w Niemczech to za mało. Mamy biuro we Frankfurcie, ale opinie i postulaty od przedsiębiorców, z którymi współpracujemy są takie, że zróżnicowanie biznesu w zakresie potrzeb jest tak duże, że firmy domagają się np. stworzenia biura w Hamburgu.

Hamburg to miasto portowe, handlowe zapewne warto tam być.

Dokładnie tak, ale wracając do statusu dyplomatycznego to nie on załatwia sprawę, ale ciężka praca osób z doświadczeniem i wiedzą, które wiedzą jak wchodzić w biznes danego kraju i jak reprezentować tam polski biznes. Czasy są teraz trudne, ale i obiecujące. Nasi przedsiębiorcy mają szanse zafunkcjonować w różnych częściach świata.

- rozmawiał Artur Osiecki