Obok polaryzacji politycznej, walki o rynki między mocarstwami, degradacji naturalnych ekosystemów i ekstremalnych fal upałów. Tak przynajmniej wynika z doniesień World Economic Forum. Tymczasem, jak alarmują eksperci z TestArmy, nadal borykamy się z deficytem ekspertów od cyberbezpieczeństwa.

Skala ryzyk w sieci jest gigantyczna – z danych Check Point wynika, że każdego dnia powstaje ponad 100 tys. złośliwych stron internetowych i 10 tys. plików. I choć świadomość zagrożeń jest coraz większa (potwierdzają to prognozy VMWare, wedle których wartość globalnego rynku usług związanych z cyberbezpieczeństwem wzrośnie z 471 mln dol. w 2020 roku do 1,6 mld dolarów w 2025 r), to wiele biznesów jest bezradnych. Jak tłumaczy Sebastian Gilon, head of security z TestArmy, w ciągu ostatniego roku wiele osób przeszło na pracę zdalną w domach, w których systemy zabezpieczeń nie są tak silne, jak w biurach, a w efekcie firmy zostały dotknięte przez zagrożenia cybernetyczne ze zdwojoną siłą.

Czytaj więcej

Powraca najbardziej niszczycielski cyberwirus. Firmy mają powody do obaw

- Zniwelowanie podatności na ataki jest ważne, bo obecny model pracy staje się standardem w wielu branżach - ostrzega. I przyznaje, że wyzwaniem jest dostęp do specjalistów, którzy tworzą cyber-zabezpieczenia. - Takich pracowników jest w Polsce zwyczajnie za mało - brakuje przynajmniej 10 tys. fachowców - alarmuje Gilon.

- Choć w ciągu ostatnich kilku lat specjalistów w tym obszarze przybyło, to nadal mierzymy się ze zbyt małą ich liczbą - potwierdza Magdalena Szabelska, manager w Randstad Polska.

Dane wskazują, iż od początku pandemii koronawirusa 87 proc. organizacji doświadczyło próby cyberataku przez istniejącą lukę w zabezpieczeniach, a w 46 proc. organizacji co najmniej jeden pracownik pobrał złośliwą aplikację mobilną. - Ofiar tego typu działań przybywa bardzo szybko. Szacuje się, że co 11 sekund infrastruktura kolejnej firmy zostaje zainfekowana - wylicza ekspert z TestArmy.