Modowe influencerki też chcą eksportować

Od lewej: Anna Skura, Zofia Ślotała, Aleksandra Żebrowska. Źródło: Google

Znane w świecie polskiej mody: Zofia Ślotała, Jessica Mercedes, Aleksandra Żebrowska i Anna Skura chcą rozwijać swe firmy poprzez eksport. Te młode kobiety biznesu poza modą łączy fakt, że korzystają z bezpłatnych, proeksportowych narzędzi internetowych.

Jessica Mercedes to polsko-niemiecka blogerka modowa. Jednak jej blog to nie wszystko. Założyła też dwie marki: Moiess (stroje kąpielowe dla kobiet, gdyż – jak tłumaczy – nie miała ich gdzie kupić w Polsce w okresie zimowym) oraz Veclaim (sukienki, koszule, spódnice).

– Ta druga marka odzwierciedla mój styl. Inspiracji szukam w miastach takich jak Nowy Jork i Los Angeles. Materiały do moich ubrań, na razie tylko naturalne, pochodzą z Włoch i Francji, ale wszystko szyjemy i produkujemy w Polsce – podkreśla Mercedes.

CZYTAJ TAKŻE: Niuanse francuskiej etykiety biznesu

Anna Skura, także blogerka modowa, swój pomysł na biznes przywiozła z Bali. Prowadzi sklep Nusa Store, w którym sprzedaje wyroby (m.in. sukienki, tuniki, torebki i naszyjniki) z Indonezji.

– Nusa to po indonezyjsku wyspa. Sprzedając produkty stamtąd chcę też zainspirować innych do podróży. Myślę, że tak jak koleżanki wychwyciłyśmy niszę – tłumaczy Skura.

Biznes po urodzeniu dzieci

Zofia Ślotała, stylistka, która ukończyła prestiżowy kierunek w Mediolanie w Istituto Europeo di Design po urodzeniu dzieci założyła markę Petit Maison (luksusowe ubranka dla dzieci).

– Firmę zaczęłam prowadzić 3 lata temu. Zaczęłam od ubranek do chrztu. Teraz to także ubranka typu casual. Od początku wiedziałam, że będziemy sprzedawać za granicą, ale produkcja odbywa się w Polsce. Chcę wspierać polską gospodarkę. Mam już sklep stacjonarny. On jest ważny, bo ludzie chcą mierzyć ubranka. Teraz jednak stawiam na on-line i sprzedaż za granicę – mówi Ślotała.

Również Aleksandra Żebrowska, która studiowała psychologię społeczną i wraz z mężem, aktorem Michałem Żebrowskim zakładała teatr 6. piętro, o biznesie pomyślała po urodzeniu dzieci.

– Moja historia wiąże się z porodami. Urodziłam dwóch synów i postanowiłam założyć firmę. Jako Frances&Henry oferujemy ubrania dla kobiet w ciąży i młodych mam. Wiele lat mieszkałam za granicą więc od razu zaczęłam je sprzedawać w Australii i USA. Współpracuję z tamtejszymi domami mody – mówi Żebrowska. – Teraz chcę też eksportować do Europy – dodaje.

Łączy je eksport

Cała czwórka przedsiębiorczych kobiet działających w branży mody chce, aby oferowane przez nie produkty trafiały na kolejne rynki. Jednocześnie wszystkie skorzystały z narzędzia Market Finder firmy Google. To bezpłatna platforma, która prowadzi przedsiębiorcę przez wszystkie etapy rozwoju eksportu, skupiając dane i wiedzę Google oraz jego partnerów. Od czerwca br. narzędzie jest dostępne w języku polskim. Interaktywna ścieżka wyznaczona przez Market Finder wskazuje krótką listę obiecujących rynków docelowych odpowiednich dla danej marki. Pomaga określić popyt na wybrane produkty lub usługi na podstawie lokalnych, miesięcznych wyszukiwań, a także popularne trendy na rynkach, dochód rozporządzalny na osobę, liczbę użytkowników internetu i zalecane stawki.

Kiedy lista potencjalnych rynków jest gotowa Market Finder pomaga zaplanować działania związane z: tłumaczeniami, płatnościami, obsługą klienta, jak też podatkami, wymaganiami prawnymi, logistyką i rekrutacją.

Krótsza droga

– Market Finder skraca drogę, którą trzeba przebyć samemu jako początkujący eksporter. Pozwala doprecyzować rynki – mówi Aleksandra Żebrowska.

– Market Finder pomógł mi bardzo w wyborze rynku eksportowego. Co ciekawe, wskazał rynki nieoczywiste. Sprzedając kostiumy kąpielowe dla pań myślę teraz o Skandynawii – wyjaśnia Jessica Mercedes. Jej zdaniem eksportując trzeba szybko rozwijać zespół i inwestować w firmę, a nie od razu czerpać z niej zyski.

Jessica Mercedes. Źródło: Google

– Dzięki Market Finder od razu mogłam pochylić się nad rynkami Bliskiego Wschodu. Właśnie zaczynam sprzedawać moje ubranka w stolicy Kataru Dosze. Moim marzeniem jest, aby kiedyś trafiły do sprzedaży w londyńskim Harrodsie – tłumaczy Zofia Ślotała.

CZYTAJ TAKŻE: Polscy przedsiębiorcy podbijają rynki Bliskiego Wschodu

– Eksportując trzeba myśleć o kliencie docelowym, ale Market Finder pomógł mi też w kwestii form płatności – dodaje Anna Skura.

MŚP z Zachodu już korzystają

Z Market Findera korzysta już ponad 200 tys. małych i średnich firm na całym świecie. Najwięcej we: Włoszech, Niemczech i Wielkiej Brytanii.

CZYTAJ TAKŻE: Włochy kuszą polskich przedsiębiorców

Jak tłumaczy Łukasz Pietrzak z Google w Polsce przedsiębiorcy mogą dodatkowo skorzystać z bezpłatnych szkoleń prowadzonych przez ekspertów programu „Internetowe rewolucje w eksporcie”. Program przewiduje indywidualną konsultację eksportową z wykwalifikowanym doradcą, dedykowany plan działania dla przedsiębiorstwa oraz dwumiesięczny okres wsparcia w realizacji planu eksportowego.

– Od 2015 przeszkoliliśmy 40 tys. eksporterów, a 125 tys. skorzystało z naszej platformy. To ważne, gdyż tylko 4 proc. MŚP sprzedaje przez e-commerce w Europie, a 2 proc. poza Europę. Co ciekawe, tylko 7 proc. średnich firm wymieniło internet jako źródło poszukiwania zagranicznych rynków – wylicza Pietrzak.

Co kraj to inne przyzwyczajenia zakupowe

Jak wskazują eksperci z Google 82 proc. klientów jest bardziej skłonnych do zakupu, jeśli zawartość na stronie jest dostarczona w ich ojczystym języku. Aż 67 proc. klientów online nie zdecyduje się dokończyć transakcji, jeśli sprzedawca nie dostarcza lokalnych metod płatności. Każdy kraj to jednak nieco inne preferencje zakupowe. Przykładowo co trzeci Hiszpan jest w stanie dopłacić za wysyłkę tego samego dnia. 41 proc. Irlandczyków akceptuje dłuższy czas dostawy przy zakupach z zagranicy. Zaś 41 proc. Brytyjczyków preferuje dostawy do domu podczas godzin pracy. Z kolei 32 proc. Holendrów wciąż płaci poprzez tradycyjny przelew bankowy.

– Tego rodzaju informacje to bardzo cenne wskazówki podczas planowania rozwoju biznesu na zagranicznym rynku, które mogą decydować o powodzeniu biznesu – podkreśla Adam Sztuba stojący za sukcesem eksportowym firmy Glov oferującej m.in. rękawicę do demakijażu. – Nasza historia jest krótka. Lata 2012-2104 to prace nad produktem, rok 2015 to pierwsza sprzedaż. W 2016 r. nastąpił rozwój zespołu i start eksportu, a teraz, w 2019 r., jesteśmy już obecni na 59 rynkach świata – wylicza Sztuba, który od siedmiu lat zajmuje się sprzedażą eksportową.

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Czy koronawirus przyspieszy robotyzację firm

Decyzja o zainwestowaniu w roboty może być w obecnych warunkach rynkowych trudna. Jednak część ...

Wydatek na kurtkę motocyklową można zaliczyć do kosztów

Zakup kasku, kurtki czy specjalnych spodni na motor można ująć w rozliczeniach z fiskusem. ...

Koronawirus. Granice Polski zamknięte. Polacy mogą wrócić do kraju

W związku z pandemią koronawirusa rząd zdecydował o zamknięciu granic Polski od północy w ...

Opieka nad dzieckiem dla pracujących

Pracujący rodzice mają prawo do wykorzystania 2 dni albo 16 godzin na opiekę nad ...

Szybka ścieżka po dotacje nie tylko szybka, ale i prostsza

Narodowe Centrum Badań i Rozwoju uprościło procedurę sięgania przez firmy po flagowe granty z ...

Kiedy odszkodowanie podlega VAT? Są i takie sytuacje

Odszkodowanie nie zostało wymienione w czynnościach podlegających opodatkowaniu podatkiem VAT. Zdarzają się jednak sytuacje, ...